Legalne oprogramowanie - czy wystarczy mieć potwierdzenie zakupu?
Postawiona w pytaniu teza to niestety mit, który pokutuje wśród większości klientów, zaś sprzedawcy często nie widzą interesu w uświadamianiu klienta, bo istniało by ryzyko, że ten wycofał by się z zakupu lub powiązanego z tym zakupem wdrożenia i wybrał by bardziej "pro klienckiego" sprzedawcę.
Większość z Państwa wie zapewne, że oprogramowanie bywa płatne i bezpłatne. Nie będziemy tu rozpatrywać innych wariantów, jak np. shareware.
Oczywistym przykładem piractwa będzie więc zainstalowanie i użytkowanie oprogramowania płatnego, które zostało tak spreparowane (zhakowane) by ominąć kontrolę licencji przez producenta lub kod aktywacyjny jest po prostu kradziony.
Mało kto jednak czyta treść licencji, a to ona reguluje zasady użytkowania i zakłada potraktowanie jej zapisów fair wobec producenta, nawet jeśli oprogramowanie da się zainstalować i używać bez wcześniejszego wniesienia opłaty.
Istnieje więc szereg przypadków nie zawsze świadomego - na pierwszy rzut oka - łamania zasad licencji. Oto najczęstsze:
1) Zakup licencji, która jest kradziona, np. kody zbiorcze pozyskane z korporacji a sprzedawane detalicznie.
2) Zakup licencji, której opis celowo wprowadza w błąd, np. wyciągnięta licencja z BIOS laptopa, sprzedawana jako detaliczna.
3) Brak zwracania uwagi na rozróżnienie licencji między użytkowaniem komercyjnym a niekomercyjnym, tudzież edukacyjnym / rządowym.
4) Użytkowanie oprogramowania w wersji testowej ograniczonej czasowo, które nie przestało działać całkowicie po okresie próbnym.
5) Akceptowanie zmian licencji podczas aktualizacji, bez czytania co wnoszą, a wnieść mogą opłatę.
6) Ignorowanie szczegółowych warunków użytkowania danego oprogramowania, zgodnie z zapisami licencji.
7) Używanie oprogramowania legalnie kupionego, rozszerzającego możliwości systemu, który wymaga zakupu licencji na tę funkcjonalność.
8) Zainstalowanie i użytkowanie większej ilości licencji niż te do jakiej prawo się nabyło (w sytuacji, gdy nie są one weryfikowane online).
Wszystkie powyższe przykłady to nic innego jak tzw. piractwo, a co istotne, wiele z tych nadużyć jest świadomym, kreatywnym interpretowaniem zapisów licencyjnych na własną korzyść i to nawet przez duże firmy z branży IT, oferujące oprogramowanie oparte o te oprogramowanie. Prawdopodobnie taki stan rzeczy wynika z tego, że inaczej, spadła by sprzedaż, gdyby zaczęto uświadamiać klientów jakie wydatki poza ich oprogramowaniem trzeba ponieść albo jak skomplikuje się proces instalacji.
Na zakończenie dodam, że istnieje całkiem spory proceder odwrotny do piractwa, polegający na namawianiu do zakupu licencji Windows Refubished do komputerów poleasingowych, który powinien mieć zastosowanie tylko w określonych konfiguracjach, a tymczasem wciska się go jako jedyny sposób na legalny system w komputerze używanym.
Zainteresowanych audytem legalności oprogramowania, zapraszam do kontaktu.
Opracowanie i napisanie (bez użycia sztucznej inteligencji): Marian Prokopiszyn