Czas Reakcji – chwyt marketingowy, racjonalna potrzeba czy zupełna abstrakcja?

Warto zastanowić się czy poszukiwanie oferty z najkrótszym czasem reakcji, to recepta na zapewnienie ciągłości działania infrastruktury czy potrzeba, będąca wynikiem źle działającej i nieoptymalnie zaprojektowanej infrastruktury, gdzie ciągłe interwencje przyjęło się za normę.

Czas reakcji - parametr od którego w znacznej mierze zależy cena profesjonalnej usługi, to czas do rozpoczęcia interwencji na zgłoszoną awarię, której usunięcie może jednak potrwać, nawet jeśli opłacona jest dyspozycyjność całodobowa z dniami świątecznymi włącznie.
Kompetencje wykonawcy czy nielimitowany budżet zleceniodawcy na części, mogą nie pomóc w skróceniu czasu naprawy.

Klucz do ciągłości działania infrastruktury stanowi optymalne jej zaprojektowanie a następnie administrowanie i stałe monitorowanie. Trzymając rękę na pulsie, nierzadko udaje się zaradzić awariom zanim się pojawią lub zatrzymać eskalację, dławiąc problem w zarodku i to zdalnie.
Oczywiście takie działanie nie jest tak spektakularne jak wizyta informatyka, który wpada z impetem i ratuje stanowisko księgowe tuż przed ostateczną godziną zamknięcia bilansu.

Prawie w każdym przypadku, rozpoczynając współpracę z klientem audyt i wstępne „wyprostowanie” kilku pozornie mało znaczących elementów infrastruktury, potrafiło podnieść jej bezawaryjność.
Często też obawa przed audytem i modernizacją nie ma pokrycia ani w skali czasowych niedogodności ani też w kosztach. Te zaś mogą zmniejszyć nakłady na bieżącą obsługę, a przede wszystkim skrócić czas przestojów i wyeliminować niedogodności z tym związane.

Najbardziej wymagającym klientom proponuję rozważyć opcję gwarancji przywrócenia zasobu do działania w określonym czasie, czyli: Czas Naprawy. Jest to znacznie bardziej racjonalny parametr niż najkrótszy z możliwych Czasów Reakcji.

Na koniec warto sobie zadać pytanie, czy nie oczekujemy dla naszej infrastruktury informatycznej więcej niż człowiek po wypadku na pogotowiu ratunkowym?
W życiu bywają większe tragedie od problemu ze sprzętem IT, chyba, że ten służy do podtrzymania życia dosłownie.
Prześledźmy w głowie taką hipotetyczną awarię na chłodno i nie popadajmy w skrajności.
Zastanówmy się jaki czas reakcji albo naprawy daje Państwa dostawca Internetu, hostingu lub choćby prądu.

Przypomniała mi się taka anegdota - rozmowa dziadka z wnuczkiem:
- dziadek: kiedyś nie było Internetu
- wnuczek: przez ile godzin?

A co z bolącym zębem? Można żyć? A z niesprawnym komputerem już nie?
Ostatnio próbowałem się pilnie dostać do stomatologa... Pominąwszy NFZ, miałem szanse na wizytę za kilka dni u pierwszego lepszego, zaś wybierając tego do którego mam zaufanie: 3 tygodnie. Zostaje zatem pogotowie ratunkowe, ale czy to najkorzystniejszy wybór dla mojego zęba?

A jak jest z informatykiem? Przekonanie, z którym często się zderzam jest takie, że informatyk nie widzi życia poza komputerami, jednocześnie umiera z nudów ale ostatecznie zarabia krocie z jednej awarii raz na przysłowiowy ruski rok. Oczywiście zarobi na wszystkich innych tylko nie na Państwa awarii. ;-)

W przypadku umowy gwarantującej skrócony czas reakcji i/lub poszerzony względem standardu zakres dyspozycyjności, różnica nie polega tylko na pobieraniu opłaty za coś co i tak może być zaoferowane. Wymaga to pewnej organizacji, a ta musi być opłacana by nie generowała strat, chyba, że jest brana na ryzyko tudzież zatrudnia się „statystów” do pierwszego kontaktu, ale wtedy z czasem taka umowa okaże się stratą, najczęściej dla klienta.